SUKCESJA firmy, czyli jak zbudować tożsamość MILIONERA? Martin Kaczmarski z Kaczmarski Group

Martin przejął firmę od swojego ojca, mając jedynie 25 lat i już od 5 lat z powodzeniem zarządza przedsiębiorstwem zatrudniającym ponad 1000 osób! Jak przebiegła sukcesja? W jaki sposób przygotował się do tej wymagającej roli? Co robi, że ma tak lojalny i zaufany zespół? Dowiedz się z artykułu!

Kim jest Martin Kaczmarski?

Od 5 lat właściciel jednej z najszybciej rozwijających się grup finansowych w Polsce! Kaczmarski Group już ponad ćwierć wieku dba o zabezpieczanie finansów Polaków. Wprowadza rozwiązania z zakresu udzielania informacji gospodarczych, monitoringu, windykacji czy też finansowania firm. Z pewnością kojarzysz ich marki takie jak Krajowy Rejestr Długów, Rzetelna Firma czy ChrońPESEL.pl.

Czy sukcesja firmy jest łatwa?

Łatwo jest przejąć firmę, ale nie jest łatwo kontynuować jej prowadzenie. Sporo pracowników pamięta Martina jako dziecko, które wychowywało się w firmie. Powstaje więc dysonans, bo nagle to „dziecko” decyduje o pensjach i przyszłości pracowników. Nagle okazuje się, że człowiek w wieku ich własnych dzieci zaczyna mieć wpływ na ich pracę. Sytuacji nie ułatwia fakt, że nestor, czyli dotychczasowy zarządca, przez pewien czas jeszcze trzyma kierownicę i częściowo decyduje o firmowych sprawach. Wówczas sukcesor musi bardzo uważać, by nie dopuścić do podważenia swojego autorytetu. Dlatego najlepiej wypracować jedność pomiędzy przekazującym a przejmującym przedsiębiorstwo.

W najtrudniejszych sytuacjach, na przykład, kiedy chciałby podjąć ryzykowną decyzję, nie miałby oporów, żeby poprosić swojego ojca o radę. Zdecydowanie bowiem szanuje go za jego dokonania, mądrość i intuicję. Jednak ostatecznie odpowiedzialność za podjęte wybory i tak spoczywa na nim, skoro on zarządza. Martin uważa, że tak naprawdę przejmuje się firmę dopiero wtedy, gdy decyzje podejmuje się samodzielnie i ponosi się za nie pełną odpowiedzialność. Sukcesja jest zawsze wieloetapowa. W przypadku wielu firm niestety bywa tak, że sukcesor jest marionetką – głuchym telefonem pomiędzy nestorem a pracownikami.

Skąd decyzja o przejęciu firmy?

To jest kwestia wyborów. 5 lat temu Martin musiał podjąć decyzję, czy wybiera życie z pracą, która wywraca życie do góry nogami i przewartościowuje priorytety, czy bawi się studenckim życiem. Gdyby wtedy wiedział, z czym się wiąże ta decyzja, to prawdopodobnie tak bardzo by się do tego nie palił. Okazało się, że pełnienie funkcji głównego prezesa oznacza poświęcenie swojego życia dla firmy i że nie ma już od tego odwrotu. Gdyby miał podejmować tę decyzję jeszcze raz, najpewniej dałby sobie jeszcze około 2 lat, żeby pożyć bez zmartwień i bez trosk. Z pewnością jednak ponownie zdecydowałby się na ten krok.

Kiedy rozpoczęła się sukcesja i jak wyglądał proces?

Przygotowali go do tego rodzice, włożyli mnóstwo pracy, żeby trzymał się w ryzach, nie wpadł w uzależnienia i miał poukładane w głowie. Sukcesja polegała jednak bardziej na odpowiednim wychowaniu i ukształtowaniu charakteru niż na przygotowaniu merytorycznym. Rodzice zbudowali w nim determinację i akceptację dla swoich działań. Martin dzięki rodzicom wychodzi z założenia, że często należy po prostu robić rzeczy, a wcale nie trzeba być w tym perfekcyjnym. Wychowali go w taki sposób, żeby nie uderzyła mu woda sodowa do głowy, a z drugiej strony, żeby nigdy nie czuł się tłamszony.

Jak rodzice tłumaczyli Martinowi w młodości kwestie finansowe?

Martin do pewnego wieku wychował się na blokowisku, dopiero kiedy był starszy, przeprowadzili się na osiedle zwykłych domów jednorodzinnych. Nie opływał jednak w luksusy, przez wiele lat jego rodzina żyła skromnie. On urodził się w 1990, a firma powstała dwa lata później. Kiedy firmy powstają, początki nie należą do najłatwiejszych, a Martin niejako rósł wraz z firmą. U niego w domu pieniądze nie były priorytetem, w rodzinie przede wszystkim czuł się kochany. Dzięki temu wychowaniu nie ocenia ludzi po stanie ich portfela, tylko przez pryzmat wartości, jakie wyznają.

„Firma to nie jest prezes, firma to przede wszystkim ludzie”

Martin traktuje swoich współpracowników jak rodzinę. Przejmuje się ludźmi, z którymi pracuje, utożsamia się z nimi, bo to dzięki nim firma tak dobrze prosperuje. Szczególnie sobie uświadomił, jakich świetnych ma ludzi, w momencie, gdy przyszła pandemia. Wówczas pojawiło się tylko 6 zwolnień lekarskich na 1100 zatrudnionych w firmie osób. Co więcej, były to zwolnienia osób, które dopiero co zaczęły pracować – były w firmie przez tydzień. Mimo to, że z tymi ludźmi łączy go relacja zawodowa, czują się związani z nim i firmą i traktują się jak rodzinę.

Jak tworzyć kulturę organizacyjną w firmie przy takiej skali?

Trzeba po prostu być człowiekiem. Martin traktuje ludzi tak, jak sam chciałby być traktowany. Jeśli ktoś jest lojalny i uczciwy, to odpłaca się w 120%. Kultura organizacyjna właściwie została ukształtowana przez jego ojca, a Martin stara się to kontynuować. Wie, że może polegać na swoich ludziach, a oni czują, że mogą polegać na nim.

Oczywiście nie jest łatwo być lubianym, dobrym szefem, ale prezesi wielkich firm często tylko wymagają i nie traktują ludzi z szacunkiem. U nich pracuje się dosyć ciężko, ale oceniając czyjąś pracę, odnoszą się tylko do efektów samej pracy, nie akceptują personalnych dogryzków. Poza tym bardzo ważne jest, żeby zadbać o poniższe elementy w relacji z pracownikiem:

  • powinien wiedzieć, jakie są oczekiwania wobec niego,
  • po co wykonuje określone zadania,
  • powinien mieć wkład w określenie swojej roli,
  • poczucie odpowiedzialności
  • należy też przekazywać mu konstruktywny feedback.

Jak wkomponowuje się nowe produkty w dojrzałą organizację?

Nie ma jednowymiarowej odpowiedzi, tutaj musi być zaufanie poparte merytoryką i danymi. Niektórzy nie potrafią się przestawić na nowego szefa i zaufać, wtedy raczej trudno się współpracuje. Martin bardzo dba o wysoką jakość współpracy pomiędzy nim a prezesami, którymi zarządza. Dzięki temu oni stają się ambasadorami jego pomysłów i wówczas wszyscy pracownicy bardziej ufają nowym koncepcjom.  

Jaka jest geneza produktu „Chroń Pesel”?

„Chroń Pesel” to produkt wartościowy dla każdego Polaka. Kiedy zgubi się swój dowód osobisty, odczuwa się niepokój i lęk. Ale jest to iluzoryczne. Bo przecież te dane, które są na dowodzie, znajdują się zapewne w wielu miejscach. Między innymi w przychodniach, wypożyczalniach sprzętu, hotelach, w których byliśmy na urlopie. A do wyłudzenia nie potrzeba wiele, wystarczy tylko kilka cyfr z dowodu.

Uproszczenie procesów zakupowych sprawia, że hakerzy łatwiej niż kiedykolwiek wyłudzają dane. Liczba miejsc, w których takie dane się znajdują i w których mogą być wykorzystywane, jest niewiarygodnie duża. Kaczmarski z zespołem wymyślili więc produkt, dzięki któremu można otrzymać informację, gdy nasz pesel jest wykorzystywany w jakimś banku. Jaka jest najważniejsza korzyść z tego produktu? Otóż, jeśli nie mamy pojęcia, że ktoś korzysta z naszego peselu i ktoś weźmie na nas pożyczkę, komornik może zająć naszą wypłatę. Sprawy sądowe będą ciągnąć się latami, otrzymujemy łatkę dłużnika i tracimy pieniądze. Kiedy jednak mamy informację, że ktoś właśnie wykorzystuje nasze dane do przestępstwa, możemy to zgłosić na policję i uchronić się przed przykrymi konsekwencjami wyłudzenia danych.

Ludzie zazwyczaj myślą, że ich ten problem nie dotyczy. Ale to błąd, bo proces wyłudzeń będzie rósł, dlatego z tej usługi powinien więc korzystać każdy Polak powyżej 18 roku życia. W skali roku dziesiątki tysięcy osób pada ofiarami wyłudzeń, a są to tylko ofiary, o których wiemy. Całości wyłudzeń może być nawet ponad miliard złotych – zarówno tych, które widać, jak i tych, które nie widać.

Jeśli zaintrygował Cię Martin, sukcesja firmy i chcesz dowiedzieć się więcej na temat jego działalności, wejdź na kaczmarskigroup.pl !

Cały odcinek obejrzysz na naszym YouTube!

Tak chętnie czytasz o młodych, inspirujących przedsiębiorcach, że dotarłeś na sam koniec tego wpisu! Może więc zainteresuje Cię jeszcze wywiad z Radkiem Tadajewskim – Jak zarabiać 100 000 zł mając 24 lata?